Narodziny Polskiej Szkoły Sobotniej w Oxfordzie

HannaDarowska

Hanna Darowska

Sobotnie szkoły istniały w Wielkiej Brytanii od zakończenia II Wojny Światowej, kiedy przebywający tutaj Polacy dowiedzieli się, że nie mają powrotu do Polski.

Wiele słyszłam o sobotnich szkołach za granicą kraju, zanim jeszcze przyjechalam do Anglii. Różni znajomi posyłali swoje dzieci do sobotnich szkół w Londynie, więc wiele słyszałam o tradycjach tych szkół. W moim poprzednim miejscu zamieszkania (pod Londynem) istniała bardzo prężnie działająca parafia, przy której znajdowało się polskie przedszkole oraz dobrze działająca szkoła. Po kilku latach z powodu zmiany pracy męża przyjechaliśmy do Oksfordu. Ku mojemu zdziwieniu i rozczarowaniu, okazało się, że tutaj nie tylko nie ma sobotniej szkoły polskiej, ale też nie ma polskiego klubu, natomiast parafia omalże w rozwiązaniu. Było mi bardzo smutno, że moje dzieci nie będą miały okazji uczęszczać do polskiej szkoły sobotniej, a przecież to jest takie ważne w utrzymaniu języka i polskości.

Przez pewien czas nie było na miejscu proboszcza, więc dojeżdżał do nas ksiądz z High Wycombe po południu w niedzielę. Jednakże msze nie zawsze odbywały się o jednakowej godzinie, więc wielu ludzi zniechęciło się i przestało przychodzić. Jednakże nie zawsze tak było w Oksfordzie: po wojnie została tu założona polska szkoła sobotnia, rozwinęła się parafia, był też polski klub. Z czasem jednak społeczność polska wsiąknęła w społeczeństwo angielskie i powoli szkoła zaczęła się zmniejszać, aż w końcu została zamknięta, to samo działo się w parafii. Aż wreszcie w roku 2002 zjawił się w Oksfordzie ksiądz Włodzimierz Skoczeń, który bardzo energicznie zabrał się za odbudowywanie parafii. Gdy ksiądz Włodzimierz przejął parafię było nas zaledwie 30 osób, liczba ta wzrastała w czasie świąt może do 50 osób.

Ksiądz Włodzimierz bardzo sumiennie zabrał się za poszukiwanie Polaków i tak w ciągu pierwszego roku swojego duszpasterstwa udało mu się zgromadzić 18 dzieci, których rodzicom bardzo zależało na utworzeniu sobotniej szkoły.

I to już nam wystarczyło. Najważniejsze, że mieliśmy grupkę dzieci oraz entuzjazm rodziców.

Hanna Darowska

Na tym spotkaniu zapadła decyzja

Kiedy przyszedł nowy proboszcz ks. Włodzimierz Skoczeń w roku 2002 zabłysła nadzieja we wspólnocie polskiej. Powoli zaczęło napływać więcej ludzi do kościoła, zaczęło coś się dziać. Ksiądz Włodzimierz systematycznie pracował nad odbudowaniem wspólnoty. Nawiązał kontakty z wieloma rodzinami i zaproponował utworzenie szkoły.

Odbyły się dwa spotkania na plebanii na Carlton Rd., na których zapoznali się wszyscy rodzice pragnący posyłać swoje dzieci do szkoły. Było dużo entuzjazmu i chęci ze strony rodziców, aby szkołę rozpocząć już teraz. Nie było to proste, ponieważ nie mieliśmy niczego. Brakowało nam nauczycieli, podręczników, a przede wszystkim lokalu.

Pierwsze spotkanie towarzyskie, którego celem było wzajemne zapoznanie się dzieci, odbyło się w naszym domu jeszcze wtedy na Cumnor Hill w Oxfordzie. Była przyjemna, ciepła, wiosenna sobota 29 marca 2003. Dzieci buszowały po ogrodowym trawniku urządzając najróżniejsze zabawy, a następnie przeniosły się w krzaki i gęstwiny ogrodu. Rodzice natomiast oddali się pogawędkom przy smakowitych ciastach i zakąskach.

Na spotkaniu były obecne następujące osoby: Ks. Włodzimierz Skoczeń, Małgosia i Tomek Czepiel z Michałem, Anią i Magdą, Barbara Harrold, Lorraine Harris z Sophie, Joasia Hewanicka z Anią i Kasią, Jola Gill z Danielem i Kasią, Krysia Chawluk z Tomkiem, Marzena Kochańska z Martinem, Jola Ziaja-Donaldson z Mają i Arturem, Joasia Beckerman z Beatką, Joanna Beauclerk z Anią oraz gospodarze Hania i Adam Darowscy z Mateuszem, Joasią i Zuzią.

Na tym spotkaniu zapadła decyzja, że mimo, że zbliża się koniec roku szkolnego szkoła powinna ruszyć i odtąd inicjatywa przeszła w ręce rodziców. Utworzony został komitet rodzicielski w składzie Prezes: Hanna Darowska, zastępca: Krystyna Chawluk, skarbnik: Jola Ziaja-Donaldson oraz członkowie: Jolanta Luxmoore i Jolanta Gill. I tak 8 maja 2003 rozpoczęły się pierwsze zajęcia Polskiej Szkoły.

Początki były bardzo trudne, ponieważ nie mieliśmy niczego, jednakże entuzjazm wsród rodziców był tak duży, że udało się przezwyciężyć wiele trudnosci. Brakowało nam podręczników i pomocy szkolnych. Wspólnymi siłami kompletowaliśmy pomoce i karty pracy i nauczanie początkowo opierało się na materiałach kserowanych. Potem podczas wakacji letnich, pamiętam spędziłam wiele godzin w księgarnich w Polsce poszukujac odpowiednich podręczników dla naszych dzieci.

Z nauczycielami też było trudno, na początku mieliśmy tylko jedną nauczycielkę, ale z doskonałymi kwalifikacjami, dzieci były podzielone na dwie grupy, więc w pozostałej klasie musieli pomagać rodzice. Nie mieliśmy też pomieszczeń, wiec przez kilka tygodni zajęcia odbywaly się w sali parafialnej, natomiast już w czerwcu Krysia Chawluk załatwiła nam możliwość użytkowania tymczasowych baraków w szkole St. Aloysius’.

Nowy rok szkolny przyniósł nowych nauczycieli, mogliśmy już utworzyć trzy klasy, natomiast szkoła St Aloysius’ udostępniła nam nowo wybudowane pomieszczenia, które użytkujemy do dnia dzisiejszego.

Hanna Darowska

Początki były skromne

Początki były skromne, ale solidne. Skromne, bo zainteresowanych rodziców była zaledwie garstka, solidne, bo wola i entuzjazm utworzenia szkoły były ewidentne. Polska nie należała jeszcze do Unii Europejskiej i grono Polaków ograniczało się do stałych mieszkańców Oxfordu z polskimi koneksjami, którym podobnie jak mnie zależało na tym by ich dzieci, urodzone w większości już tu w Anglii, nauczyły się tego w dużej mierze obcego dla nich języka, wchłonęły znajomość polskiej tradycji i historii.

Pamiętam jak przez mgłę, że któregoś dnia spotkaliśmy się w mieszkaniu Księdza Włodzimierza Skoczenia… rozsiedliśmy się na kanapie i kilku krzesłach by zacząć debatować o tym co? jak? kiedy i gdzie?. Organizacja polskiej szkoły nie była łatwa, bo nie mieliśmy własnego locum. Ale po krótkich perypetjach szkola St Aloysius udzieliła nam gościny, z której nadal korzystamy.

Nikt w tych pierwszych, skromnych liczebnie i bardzo kameralnych co do atmosfery latach nie przypuszczał jak szkoła rozrośnie się i rozwinie. Ale powiał wiatr historii, Polska przystąpiła do Unii (2004 r) i wkrótce "przyfrunęły" do naszej szkoły dziesiątki polskich dzieci, których rodzice opuścili kraj i przywieźli je do Anglii w poszukiwaniu lepszego życia.

Można by powiedzieć, że o ile na początku szkoła pomagała tutejszym “angielskim” Polakom powrócić do języka i kultury ich rodziców, o tyle teraz stanęła dodatkowo przed nowym zadaniem już nie powrotu ale raczej utrzymania polskości nowoprzybyłych “polskich “ Polaków, którzy wprawdzie władali językiem polskim z równą łatwością jak ich nauczyciele, ale stanęli wobec zagrożenia, że żyjąc i kształcąc się w Anglii, język swego dzieciństwa po jakimś czasie utracą. Ale to już nowy, osobny rozdział historii szkoły.

Na zakończenie dodam, że moja urodzona w Anglii córka, Beata, wówczas zaledwie siedmioletnia, a dziś już siedemnastoletnia, należała do piewszego rocznika dzieci, które zaczynały edukację w naszej szkole. Zawdzięcza jej sporo: bardzo udany wynik egzaminu GCSE, do którego szkoła starannie ją przygotowała, a co najważniejsze zawdzięcza szkole autentyczne, głębokie przyswojenie języka, którego znajomość otworzyła jej okno na polską kuturę, przysporzyła polskich przyjaciół i znajomych bodaj na całe życie.

Joanna Beckerman

Pierwsi uczniowie to byɫy dzieci urodzone w Anglii

JolantaGill

Jolanta Gill

 

 

Z sentymentem wspominam początki polskiej szkoły. Byłam jedną z osób biorących udział w założeniu szkoły, obok Hani Darowskiej, Joli Donaldson i Krysi Chawluk. Pamiętam, że w organizacji szkoły bardzo pomógł nam ówczesny ksiądz - Wɫodzimierz Skoczeń. To on zorganizował pierwsze spotkania rodziców, którzy byli zainteresowani założeniem szkoły i z jego pomocą zaczęliśmy naszą działalność z garstką uczniów.

W przeciągu tych 10 lat szkoła się bardzo rozrosła i zmienił się również jej charakter. Nasi pierwsi uczniowie to byɫy dzieci urodzone w Anglii, pochodzące w wiȩkszości z mieszanych, polsko-angielskich, rodzin. Angielski był w związku z tym ich pierwszym jȩzykim. Rozbieżność w znajomości polskiego byɫa rόwnież bardzo znaczna dlatego klasy tworzyliśmy biorąc pod uwagȩ biegɫość w jȩzyku a nie grupȩ wiekową. Chociaż na lekcjach dzieci staraɫy siȩ mόwic po polsku, jȩzykiem przyjȩtym na przerwach i klasowych pogaduszkach byɫ angielski.

Sytuacja zmieniɫa się drastycznie po napɫywie Polaków do Anglii w roku 2004. Szkoɫa siȩ bardzo rozrosɫa i wymagania rodzicόw się zmieniɫy. Rodzice dzieci przybyɫych z Polski chcieli, aby program nauczania w naszej sobotniej szkole pokrywaɫ się z programem szkόɫ w Polsce. Wielu naszych uczniόw z tej pierwszej garstki nie dawaɫo sobie rady z narzuconym poziomem i niestety opuściɫo szkołę. Polski staɫ siȩ jȩzykiem dominującym nie tylko w czasie lekcji ale rόwnież na przerwach.

Z ciekawością stwierdzam, że dzieci, które siȩ do nas przyɫączyɫy po wejsciu Polski do Unii teraz, po tych kilku latach, czȩsto wykazują preferencje na porozumiewanie siȩ na przerwach po angielsku a nie po polsku, cόż historia lubi się powtarzać!

Jolanta Gill

Nasza szkoła nie ma nic wspólnego z nudą

Marzena Henry

Marzena Henry

 

 

Kiedy w 2004 roku, przeprowadziliśmy się z Hampshire w okolice Oksfordu, nie spodziewałam się, że będzie to początek mojej wielkiej przygody z polską szkołą...

Na wyspę przyjechaliśmy w 2001 roku, a te pierwsze 3 lata w Aldershot były bezowocnym poszukiwaniem polskości w postaci polskich sklepów, polskich ludzi i polskiej szkoły. Kiedy moja córka dorosła do wieku szkolnego prześledziłam wszystkie możliwe strony internetowe, pytałam znajomych, bezowocnie.

Lato 2004, przeprowadzka do naszej wioski i moje miłe zaskoczenie, że w tej małej miejscowości są dwie dziewczyny – au pair z Polski. Jest szansa, że Agnieszka będzie miała kontakt z językiem. Z poszukiwań szkoły już zrezygnowałam.

Początek roku szkolnego i nowa, jeszcze lepsza wiadomość, znajoma ma znajomą, która wspominała coś o polskiej szkole w Oksfordzie. I tak to się zaczeło...

Na początek kameralnie, mnóstwo radości, bo można spotkać Polaków, porozmawiać i Agnieszka uczy się pisać i czytać po polsku. Ćwiczenia w domu z mamą to przecież nie to samo, nigdy nie bierze się tego zbyt poważnie. Klasy są mieszane, 20 uczniów w całej szkole. Z czasem szkoła zaczęła się rozrastać, a ja zaczęłam pomagać przy dyżurach, później organizować wycieczki, w końcu zostałam sekretarzem, potem potrzebny był zastępca prezesa, prezes aż w końcu nowy dyrektor i oto jestem. Razem ze strukturą szkoły zmieniała się moja rola, ale jedna rola- rola mamy jednej z uczennic została niezmieniona. Znajomi już przestali pytać jakie mam plany na weekend. Pewno myślą, że jestem okropnie nudną osobą. Ale ja wiem na pewno, że nasza szkoła nie ma nic wspólnego z nudą; raczej z pracą- bardzo angażująca, czasem stresującą, wyczerpującą, ale nigdy z nudą. Miło jest popatrzeć na uśmiechnięte buzie dzieciaków, zobaczyć jak chętnie pracują, jak rwą się do odpowiedzi. I może czasem nie chce się nam, rodzicom i dzieciom wstawać w sobotę rano, ale jak już tu dojedziemy to wszystko tętni życiem, radością i entuzjazmem. Aż się chce pracować!

Marzena Henry

Zajęcia w polskiej szkole dają mi okazję do spotkań z dziećmi i ich rodzicami poza kościołem

Krzysztof Pajak

ks. Krzysztof Pająk

 

 

Do Oxfordu przyjechałem 7 lat temu, wtedy to zostałem proboszczem w tutejszej parafii i właściwie od razu trafiłem do Polskiej Szkoły Sobotniej.

Chociaż uczyłem religii w Polsce przez kilkanaście lat i to w wymiarze 20 godzin tygodniowo, to te krótkie, sobotnie spotkania były i nadal są dla mnie miłym i ciekawym doświadczeniem. Są także okazją do spotkania z dziećmi i ich rodzicami poza kościołem. Na początku takim dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że wiele dzieci słabo mówi po polsku. Dzisiaj jestem już na to przygotowany. Takim najważniejszym wydarzeniem w tych moich spotkaniach z dziećmi jest przygotowanie ich do spotkania z Panem Jezusem w Komunii św. Zadanie na pewno trudniejszcze niż w Polsce ze względu na brak własnego kościoła i czasu, którego jest tak niewiele. Ten rok przygotowań jest takim czasem szczególnym zarówno dla dzieci jak i ich rodziców. Jest to dla nich okazja do większego zaangażowania się w życie parafii.

Ponieważ przygotowuję dzieci do I Komunii Św. w moich dojazdowych parafiach w Gloucester i Cheltenham, dlatego wdzięczny jestem paniom katechetkom, które mi pomagały przez te wszystkie lata w katechizacji. Bez nich pewnie bym sobie nie poradził.

Wdzięczny też jestem Dyrekcji za dobrą wspópracę i za troskę o to, aby w Polskiej Szkole były lekcje religii nawet w tym skromnym wymiarze. Za to, że jest zawsze Msza Św. na początek i zakończenie roku szkolnego. Na pewno takim pięknym przykładem tej dobrej współpracy są też Jasełka wystawiane przez dzieci połączone z parafialnym opłatkiem.

Kiedy patrzymy na szkołę z perspektywy ostatnich kilku lat to widać jak każdego roku przybywa w niej uczniów. A to znaczy, że coraz więcej rodziców rozumie, jak bardzo trzeba troszczyć się o to, żeby ich dzieci uczyły się języka polskiego, żeby poznawały polską kulturę, historię i obyczaje i jak bardzo może im w tym pomóc polska szkoła. Co oczywiście bardzo nas cieszy.

Ks. Krzysztof Pająk

To miejsce pełni ważną rolę w naszym życiu na emigracji

Polska Szkoła w Oxfordzie, z którą związani jesteśmy od trzech i pół roku, pełni ważną rolę w naszym życiu na emigracji. Uważam, że z tego powodu należy ją wspierać w miarę swoich możliwości.

Rok temu zdecydowałam się podjąć roli sekretarza i kronikarza szkoły. Staram się również czynnie uczestniczyć w imprezach okolicznościowych, które są nieodłącznym elementem życia szkoły. Udzielanie się w szkole umożliwia mi kontakt z polską społecznością i sprawia mi dużo satysfakcji.

Małgosia Majewska

Polska Szkoła jest dla nas namiastką ojczyzny

Jolanta Maciejewska

Jolanta Maciejewska

Z Polska Szkołą związana jestem od stycznia 2007 roku, kiedy to poproszono mnie o sprawowanie funkcji skarbnika. Jestem z wykształcenia nauczycielem matematyki i informatyki, pracuję zawodowo. Przyjechałam do Anglii latem 2006 roku i jako matka dwojga dzieci, poza znalezieniem dla dzieci dobrej szkoły angielskiej, chciałam również zadbać o prawidłowy ich rozwój w zakresie języka polskiego. Szkoła Polska w Oksfordzie przyjęła nas bardzo ciepło i w zasadzie do dzisiaj stanowi dla nas taką namiastkę Polski. Wtedy była to mała szkoła, nie liczyła więcej niż 40 dzieci, obecnie rozrosła nam się ponad trzykrotnie, więc pracy też przybyło. Zarówno dla mnie jak i dla moich dzieci, oprócz wymiaru edukacyjnego szkoła ma również wymiar integracyjny; cieszymy się, że możemy być częścią tej wspaniałej społeczności jaką jest Polska Szkoła i mogliśmy poznać innych Polaków mieszkających w Oksfordzie.

A dlaczego pomagam w Polskiej Szkole? Przede wszystkim dlatego, że sama jestem matką dwójki dzieci z naszej szkoły i zdaję sobie sprawę z tego jak ważna jest ta szkoła dla nas wszystkich i jak mało jest osób, które chcą angażowac się w jej działalność. Cieszę się, że mogę być w jakiś sposób pomocna. Myślę, że mam w sobie takiego ducha „społecznikostwa” i lubię realizować się również poza pracą zawodową i domem. Jestem zadowolona, że oprócz pomocy w Polskiej Szkole udało mi się wspólnie z koleżankami zorganizować dodatkowe zajęcia takie jak kursy języka angielskiego, języka polskiego dla dorosłych, zajęcia piłki nożnej dla dzieci, warsztaty plastyczne czy wydawanie gazetki szkolnej. To duża satysfakcja, kiedy udaje się zrealizować jakiś projekt. Mam nadzieję, że w pozytywny sposób przyczyniam się do tego, aby i dzieci i rodzice chętniej przychodzili do Polskiej Szkoły i spędzali tu sobotnie przedpołudnia.

Wiem, że jest dużo rodziców takich jak ja, którym zależy na pielęgnowaniu języka polskiego i polskich tradycji tutaj w Anglii, ale nie zawsze dysponują wolnym czasem. Mam świadomość tego, jak dużym wysiłkiem jest szósty dzień pracy i dla dzieci i dla nas. Dlatego też jestem pełna uznania dla wszystkich, którzy zakładali szkołę, dla koleżanek prowadzacych szkołę, pracowników szkoły, a także dla zdeterminowanych rodziców, którzy dowożą dzieci na zajęcia, zachęcają je i wspierają. Ze swojej strony bardzo zachęcam do angażowania się w działalność Polskiej Szkoly. Myślę, że wszystkim zależy nam na tym, aby szkoła trwała i rozwijała się, dając naszym dzieciom możliwość uczenia się polskiego języka i kształtowania ich tożsamosci narodowej.

Jolanta Maciejewska

Jestem pełna podziwu dla zaangażowania nauczycieli, uczniów i ich rodziców

Prace w zarządzie Polskiej szkoły podjęłam 1.5 roku temu. Pomimo wielu obowiązków oraz intensywnej pracy zawodowej, również udaje mi się znaleźć czas na spędzenie sobót w szkole i oferowanie aktywnej pomocy. Można powiedzieć że każda sobota przynosi nowe wyzwania, trudy niemniej zarówno wiele satysfakcji i radości! Jest to wspaniały sposób na zawiązywanie nowych znajomości i zawiązywanie przyjaźni zarówno dla dzieci jak i rodziców.

Nasze sobotnie spotkania to nie tylko nauka naszych dzieci, ale również aktywizowanie społeczności Polaków mieszkających w Anglii poprzez organizowanie wspólnych spotkań, imprez czy wycieczek szkolnych. Jestem dumna z naszej szkoły, która dobrze prosperuje i rozwija się, dowodem na to jest ciągle zwiększająca się liczba dzieci chętnych do uczestnictwa w zajęciach. Zgrane i profesjonalne grono nauczycielskie oraz zawsze chętni do pomocy rodzice stanowią o sile naszej placówki. Dzieci przygotowywane do egzaminów na bardzo wysokim poziomie, co przynosi wiele satysfakcji. Daje to naszym dzieciom podstawy do dalszego uczenia się ojczystego języka i stwarza możliwość kontynuacji nauki w polskim systemie edukacji.

Podziwiam zaangażowanie nauczycieli w naukę języka polskiego naszych pociech i mam nadzieje, że w przyszłości wszyscy miło będą wspominać wspólnie spędzony czas.

Cieszę się, że chociaż w małym stopniu jestem w stanie zaangażować się w działalność naszej społeczności. Tylko wspólną pracą możemy efektywnie rozwijać naszą szkołę, wyposażając nasze dzieci w wiedzę i umiejętności. Równocześnie tym samym stwarzamy im możliwości do czerpania z bogactwa Polskiej kultury i tradycji.

Urszula Druett

Dzieci powinny znać język, historię, kulturę i wiarę swoich ojców

Polska szkoła istniała w Oxfordzie w sposób nieformalny przez wiele lat zanim jej statut został spisany w 2003 roku. Od tego czasu zajęcia nabrały struktury, a wykwalifikowana kadra i determinacja dyrekcji przyczyniły się do jej rozwoju. Uczniowe mogą teraz przystępować do egzaminów GSCE i A-level z pewnością, że osiągną dobre wyniki.

To naturalne, że rodzice pragną, aby ich dzieci dobrze znały język, historię, kulturę i wiarę swoich ojców. Na obczyźnie jest to o tyle trudniejsze. Dlatego zdecydowałam pomóc.

Od zalążków szkoły prowadziłam zajęcia nazywane "chórem" bowiem na szkolnej mszy świętej raz w miesiącu dzieci śpiewały dziękczynną pieśń. Nie był to jednak jedyny cel "chóru". Co sobotę dzieci chętnie brały udział w grach i zabawach ruchowych a swoje głosy trenowały na pieśniach patriotycznych, harcerskich, ludowych, artystycznych i popularnych. Podczas zajęć poznawały też podstawy teorii muzycznej i historię muzyki polskiej.

Bardzo zależało mi na tym, aby dzieci na emigracji wiedziały kto to Mikołaj Gomółka, Moniuszko, Szymanowski czy Górecki. Też, żeby wiedziały, co to Bogurodzica, że Chopin ma swój własny, międzynarodowy konkurs, a Warszawska Jesień nie zawsze wiąże się z porą roku.

Było mi też miło, że mogłam "odpłacić dług" za wykształcenie muzykologiczne, które zdobyłam na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Małgorzata Czepiel

Lubiłem chodzić do polskiej szkoły

Pamiętam dokładnie pierwsze zajęcia w polskiej szkole, spotykaliśmy się na początku w sali parafialnej przy kościele St. Gregory and Augustine, w Oxfordzie. Wszyscy byliśmy podzieleni na dwie grupy: młodszą grupę, która dopiero poznawała litery oraz starszą grupę, która już trochę potrafiła pisać.

Potem, gdy przenieśliśmy się do nowego budynku klasy były już inaczej podzielone i mieliśmy nowe podręczniki przywiezione z Polski. Lubiłem chodzić do szkoły, ponieważ miałem okazję spotykać się z kolegami z którymi na przerwie graliśmy w piłkę nożną.

Matti Darowski (absolwent)

Czuliśmy się jakbyśmy byli w rodzinie

Pamiętam, że na początku nasza klasa była mała i cała nasza szkoła też. Wszyscy się dobrze znali i czuliśmy się jakbyśmy byli w rodzinie. Było bardzo miło i poznałam fajne koleżanki i kolegów.

Pamiętam też, że były czasem lekcje historii i dzięki nim chyba poczułam się bardziej Polką.

Do tej pory utrzymuję kontakty z niektórymi kolegami z naszej klasy, chociaż naukę w naszej polskiej szkole już dawno zakończyłam.

Beata Beckerman (absolwentka)

Początek strony